czwartek, 30 czerwca 2011

Mt. Rushmore National Memorial

Był już Szalony Koń a teraz drugi pomnik w Górach Czarnych, czyli podobizny czterech prezydentów, mających szczególne znaczenie dla historii Stanów, wykute w granitowym zboczu Góry Rushmore. Są to George Washington, Thomas Jefferson, Thoedore Roosvelt i Abraham Lincoln. Prezydentów wybrano kierując się ich wkładem w utrzymanie Republiki oraz zasługami związanymi z poszerzeniem terytorium (narodziny kraju – Washington; ekspansjonizm terytorialny, zakup Luizjany – Jefferson; zachowanie jedności – Lincoln; dominacja, budowa kanału Panamskiego – Roosevelt). Początkowo na prawo od Washingtona miał znaleźć się Thomas Jefferson, ale po rozpoczęciu prac zadecydowano, że skała w tym miejscu nie jest dobrym materiałem pod rzeźbę; Jeffersona umieszczono więc po lewej, a pierwotne ślady pracy z prawej strony zatuszowano.

Prace przy budowie pomnika zajęły 14 lat, między rokiem 1927 a 1941 a jego twórcą został rzeźbiarz Gutzon Borglum (po śmierci rzeźbiarza prace kontynuował jego syn Lincoln). Widząc pierwszy raz miejsce, w którym planowano wykuć pomnik, Borglum miał powiedzieć: "Cała Ameryka zobaczy ten horyzont". Istotnie, pomnik ze względu na jego usytuowanie na jednej z gór otaczających głęboką dolinę, widoczny jest z daleka i jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Południowej Dakocie ale jego twórcom umknęła niestety jedna rzecz. Miejsce, w którym został wykonany, należało do świętych dla rdzennych mieszkańców pasma Gór Czarnych. Indianie zbeszczeszczenie ich świętego miejsca uznali za kolejną potwarz i upokorzenie, jedno z wielu, które musieli znosić ze strony białych przybyszów i trudno się z nimi nie zgodzić.

Każde popiersie ma wysokość 60 stóp (18,3 m). 

Za wyrzeźbionymi twarzami znajduje się kanion z komnatą wykutą w skale, zawierającą szesnaście emaliowanych porcelanowych płyt. Umieszczono na nich tekst Deklaracji Niepodległości, Konstytucji, biografie czterech prezydentów oraz Borgluma, a także historię Stanów Zjednoczonych. Komnatę stworzono w 1998 roku jako przedsionek do "Sali Pamiątkowych Wpisów", której budowa była w planach. Dookoła znajdują się chodniki dla spacerowiczów oraz Centrum Zwiedzających, muzeum Lincolna Borgluma i Szlak Prezydencki. My jednak nigdzie nie wchodziliśmy. Pojechaliśmy tam właściwie tylko dlatego, że to jedno z takich miejsc do obowiązkowego zobaczenia w Południowej Dakocie ale nasze odczucia co do zasadności budowy pomnika akurat w tym miejscu były jednakowe i nie mieliśmy ochoty zostawać tam dłużej, niż potrzebne było na jego obejrzenie i cyknięcie pamiątkowej fotki.
W Centrum przy pomniku Szalonego Konia kupiliśmy piękny album ze zdjęciami współczesnych Indian i krótkimi wywiadami. Jeden z nich powiedział, że masakra Indian jest tak wstydliwym tematem, że Amerykanie wolą udawać, że w ogóle się nie wydarzyła a sami Indianie nie istnieją. I takie też miałam wrażenia po odwiedzeniu Mt. Rushmore - jego pomysłodawcy i twórcy kolejny raz udali, że nie wiedzą, co robią rdzennej ludności, akurat w tym miejscu wykuwając podobizny swoich prezydentów.

8 komentarzy:

  1. Nagradzam cie Oskarem (bo na Nobla mnie nie stac) za taki trzezwy osad tego pomnika. My mielismy podobne odczucia.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ataner, cieszy mnie, że nie tylko my tak myślimy. Dla mnie Mt. Rushmore Monument to jeszcze jeden policzek, jaki musieli znieść Indianie. Byłam, zobaczyłam i nie żałuję ale swoje zdanie na ten temat mam.

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.justsaypictures.com/images/back-of-mt-rushmore-1a3o.jpg

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy (Królu):-))) świetne:-))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiedziałam, że pomnik wykuty jest w świętym miejscu. Ale jakoś mnie ta informacja nie dziwi i nie zaskakuje. Niestety...
    Zdjęcie z tyłu bardzo dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podpadnę tym co napiszę,ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że Amerykę zdobywali ludzie o nie najwyższym intelekcie i morale. Dla nich najważniejsze było zdobycie ziemi pod uprawę, bo tej właśnie ziemi brakowało im w Europie.Zauważ,że wszystkie podboje tak wyglądały- wyciąć jak najwięcej rdzennej ludności,zniszczyć ich kulturę, bo to przecież dzikusy- tak było na całym świecie dokąd tylko dotarli szwendający się biali.Przypomnij sobie, jak rozprzestrzeniało się chrześcijaństwo-też ginęli ludzie tylko dlatego, że wyznawali inną wiarę, a wiele świątyń stawiano w miejscach kultu pogan, zresztą święta też są osadzone w dniach dawnych, pogańskich świąt.Więc nic dziwnego,że nikt się nie zastanawiał gdzie wykuwa te prezydenckie głowy.A ja jednak wolę by góry były tylko górami i by nie zamieniano ich w megalomańskie posągi.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anabell, zgadzam się, że Amerykę zdobywali ludzie o nienajwyższym intelekcie i morale ale politycy i generałowie chyba mieli ciut wyższy intelekt i zdawali sobie dobrze sprawę z tego, co robią. Ich niskim intelektem nie da się usprawiedliwiać. Wiem, że historia podbojów wszędzie jest taka sama. Ale o ile na przykład w Australii starają się choć w niewielkim stopniu naprawić wyrządzone krzywdy i potrafią się pokajać w Dniu Przepraszania, o tyle tutaj udaje się, że nic się właściwie nie stało a Indianie nie istnieją. I to mi się nie podoba.

    Też wolę, żeby góry zostały po prostu górami, szczególnie tak piękne, jak Black Hills. Mam nadzieję, że Król się zlituje i zmontuje film z Gór Czarnych, to wrzucę tutaj.
    Pozdrawiam:-))

    OdpowiedzUsuń
  8. Pani Koala, mnie też się zdjęcia podoba:-)))

    OdpowiedzUsuń