
Parady mają dzielnice (na przykład chińska), mają miasteczka i miasta. Zaczyna się wiosna (hm, raczej lato; wiosny w tym roku tak jakby nie było i od zimy przeszliśmy bezpośrednio do lata, z temperaturami dobiegającymi trzydziestki) a wraz z nią sezon na paradowanie. Ludzie walą na nie masowo, całymi rodzinami i jeszcze z paczką przyjaciół, z kocami, krzesłami turystycznymi, grillam i lodówkami pełnymi piwa i hot dogów. Parady to okazja do przebrania się, założenia peruki albo ufarbowania włosów, pomalowania twarzy. Wiek nie ma znaczenia - bawią się dzieci, bawią i nastolatki w każdym wieku - i te nastoletnie i te dobiegające osiemdziesiątki:-) Tego dnia każdy ma prawo do odrobiny szaleństwa na ulicach miasta.
Na parady przybywa się dużo wcześniej, bo tłumy są ogromne a zajęcie dobrego miejsca jest sprawą kluczową. Ludzie więc zaczynają się zbierać dwie-trzy godziny wcześniej, rozkładając się z całym majdanem na trawnikach, przysiadając na krawężnikach albo bezpośrednio na ulicy.
![]() |
Czekając na paradę |
![]() |
Najlepsze miejsca są oczywiście przy barierkach i - jak się wczoraj okazało - na drzewach. |
Paradują wszyscy - staruszki i dzieci, szkolne orkiestry, które nie tylko grają świetną muzykę ale dają też rewelacyjne show, z tańcem, akrobacjami instrumentami, paradują żołnierze, policjanci i strażacy, szkoły i biznesy.
Wczoraj wraz z Tą Co się Zawsze Gubi wybrałyśmy się na paradę z okazji Dnia Św. Patryka. Miasto zupełnie oszalało, pewnie przez Guinessa, który lał się od rana strumieniami:-))) Wszystko zzieleniało - była wściekle zielona rzeka (więcej zielonej rzeki oraz film z ubiegłego roku pokazujący, jak się ją barwi tutaj), były zielone koszulki, czapki, zielone włosy, twarze i nawet psy, wystawy, flagi i drzewa:-)
![]() |
Zzieleniała rzeka |
Było dużo nagości - pokazywania zgrabnych nóg w kiltach i gołych torsów, świetnej muzyki, krzyków i wiwatów i kompletnego szaleństwa. Było całowanie policjantów i obściskiwanie żołnierzy. Zaiste, Irlandczycy to naród z fantazją, jak pojaśniła nam jedna pani z chodzikiem, która stała obok nas a która przyjechała tu z Irlandii dokładnie 70 lat temu, bierze udział w każdej paradzie bez wyjątku, każdego roku i która najgłośniej piszczała, widząc długie nagie nogi panów oraz rozdawała wszystkim całusy:-))
Uwielbiam amerykańską wielokulturowość, atmosferę parad i irlandzką fantazję:-)
![]() |
Starszy pan z zielonym sztandarem, otwierający paradę, chętnie podciągał kilt i prezentował wiwatującej publiczności zgrabne uda:-) Widać to na samym końcu filmu, znajdującego się poniżej:-) |
Przepraszam za kiepską jakość filmu, ale ponieważ Król siedział wczoraj w pracy i nie poszedł na paradę, tym razem mła była operatorem. Nędznym, przyznaję.
P.S. Przepraszam, że nie odpisywałam na komentarze tak długo, ale zaczęłam szkołę. Postanowiłam - czekając aż znajdę jakieś sensowne zajęcie - trochę się poduczyć. I tak od ubiegłego poniedziałku mła z tornistrem na plecach wędruje na zajęcia:-) Szkoła zaczyna się codziennie o 8:30 w nocy i kończy o 1:30. Odwykłam od tak wczesnego wstawania przez dwa ostatnie lata i snuję się całe dnie zupełnie nieprzytomna. Pewnie trochę czasu minie, zanim się od nowa przyzwyczaję do codziennej rutyny, ale na razie idzie mi wolno. Boleśnie wolno. Kiedyś wstawałam o 4:00 rano do roboty i czułam się zupełnie ok, a teraz o 6:30 mój organizm krzyczy "Ocipiałaś??? toż to środek nocy! dajże spać, kobieto!"
Po szkole oczywiście wsiąkam w moich non-profitowców, którzy są bardzo nieszczęśliwi z faktu mojego doszkalania, choć sami mi zaproponowali darmową naukę. Nie kumam, o co biega - może myśleli, że nie będzie mi się chciało uczyć i chodziło tylko o gest?
Otóż chce:-) Siurpryza taka:-)