Kilka dni temu przeczytałam taki oto artykuł:
"Udając niepełnosprawnego, wyłudził łącznie ponad 400 000 funtów. Wpadł na swoim ślubie, gdzie sfilmowano, jak tańczy.
Kiedy Mohamed Bouzalim przyjechał do Wielkiej Brytanii w 2001, nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Podał się za Afgańczyka i powiedział, że jego ojciec został zabity przez talibów.
Po tym, jak udzielono mu azylu, zaczął udawać, że jest sparaliżowany od pasa w dół i potrzebuje całodobowej opieki. Na ten cel otrzymywał 66 tys. funtów rocznie.
Życie jak w Madrycie dla Mohameda skończyło się, gdy jego dom odwiedzili funkcjonariusze brytyjskiego urzędu celnego. Podczas przeszukania, trafili na
film z jego wesela, na którym widać, jak poruszający się na co dzień na wózku pan młody energicznie wybija hołubce.(...)"
Żródło
tutaj.
A potem szłam sobie przez parking tej instytucji, w której wolontaryzuję i patrzyłam, jakimi wypasionymi furami podjeżdżają ci biedni uchodźcy, rzekomo samotne matki dzieciom oraz rzekomo ciężko chorzy, którzy nie mają z czego żyć i potrzebują każdej jednej zapomogi, jakie to państwo jest w stanie udzielić, a nawet więcej, jakby się tylko więcej udało z państwowej kabzy wyciągnąć.
A potem popatrzyłam na te rzęchy, którymi podjeżdżają pracownicy owej instytucji - poobijane, pordzewiałe, z odpadającymi zderzakami, poklejonymi szarą taśmą (którą tutaj naprawia się absolutnie wszystko - począwszy od zderzaków, po okna; jestem pewna, że jakby się dobrze przyjrzeć samolotom, to też pewnie byłyby podklejone
duck tape), z przeciekającymi dachami.
I tak sobie pomyślałam, że szkoda, że tutejsi urzędnicy nie sprawdzają tych biednych ludzi, pobierających zasiłki i zapomogi.
Jedna taka siksa dwudziestoletnia, co tam pracuje i jednocześnie jest biednym uchodźcą, w związku z czym pobiera WSZYSTKIE możliwe zapomogi, ma furę za 50 tysi i właśnie się przeprowadziła do nowego domu. Dlaczego żaden urzędnik się do niej nie przejedzie, do cholery?
A naszej znajomej, emerytowanej nauczycielce po poważnym wypadku, z poważną, nieuleczalną chorobą autoimmunologiczną, która ledwo się porusza, co chwila odbierają kilka dolarów zasiłku (bo ona kwalifikuje się tylko na jeden - nie jest uchodźcą ani samotną matką garstki drobiazgu, jest t y l k o ciężko chora, choć nie tak ciężko, jak każdy jeden "uchodźca"), bo się jej nie należy. Mieszka w małym, obskurnym mieszkanku, musi przeżyć za dziesięć dolarów dziennie i nawet nie ma co marzyć o posiadaniu jakiegokolwiek samochodu, który ułatwiłby jej choć trochę życie. Nawet o takim za 3 tysie, rozpadajacym się rzęchu może sobie pomarzyć.
Dodam tylko, że znajoma jest wdową z dwiema córkami, którym pomaga jak może a ta gówniara ma bogatego narzeczonego i jeszcze bogatszych rodziców. I co chwila jeździ na wakacje na Bahamy.
Znajoma pielęgniarka często opowiada, jakimi samochodami podjeżdżają u nich na porodówkę kobiety. Fura za 60 tysi a baba, obwieszona złotem, w futrze, która z niej wysiada, jest na
public aid (korzysta z bezpłatnej opieki w czasie ciąży, ma bezpłatny poród oraz opiekę po porodzie dla siebie i dziecka przez pół bodajże roku - wszystko na koszt podatnika; pomachajmy frajerom, ofiarnie płacącym podatki na darmozjadów).
Ameryka, kurna.
Wiem, powtarzam się, już kiedyś pisałam o tych zasiłkach, ale niezmiennie mnie to wkurza. Ten kraj jest tak hojny dla rzesz nieuczciwych imigrantów w obawie o posądzenie o rasizm i dyskryminację a często zaniedbuje swoich własnych obywateli. Poprawność polityczna kiedyś nas wszystkich zgubi, mówię wam.
A teraz, żeby nie bylo tak ponuro, coś na rozweselenie.
Tojota rzondzi:-)