Stało się, jak przewidywał taki jeden mój znajomy. Przeszłam na ciemną stronę mocy, znaczy się z h a m e r y k a n i z o w a ł a m.
Będę piec indyka w Dziękczynienie.
Albowiem tak się składa, że dostałam go za darmoszkę a jak wiadomo, darowanemu indykowi nie zagląda się w zęby (albo kuper). Trzeba więc coś z nim zrobić. Najchętniej wypuściłabym go na wolność, żeby hasał sobie po łąkach aż do emerytury, ale mam z tym pewien problem, bowiem indor pozbawiony jest już głowy. Ma wprawdzie jeszcze wnętrzności, aczkolwiek nie wiem, czy wystarczą mu do przeżycia. No i nie ma piór, co w obliczu nadchodzących mrozów również mogłoby sprawiać mu problem, bo byłoby biedakowi zimno. Nie pozostaje mi nic innego, jak ogrzać go dobrze w piekarniku, nadziewając tym i owym.
Przyznam się wam - boję się. Ptaszysko jest wielkie. Ptaszysko łypie na mnie groźnie z begłowego korpusu.
Jak usłyszycie, że jakaś chałupa się w Hameryce w Dziękczynienie sfajczyła, to będzie nasza, bo w życiu nie piekłam indyka.
Z drugiej strony większości potraw, które teraz przygotowuję z zamkniętymi oczami, jeszcze dwa lata temu nie potrafiłam gotować. Więc chyba damy sobie radę. Na wszelki wypadek kupię dużo mrożonej pizzy, na zastępstwo. Może się rodzina nie zorientuje, że podmieniłam danie główne?
***
Muszę się pochwalić. Pierwszy raz w życiu zgromadziliśmy prezenty świąteczne z odpowiednim wyprzedzeniem. Pierwszy raz w życiu też dostrzegłam zalety kupowania on-line. Nie trzeba przepychać się w sklepach, stać w kilometrowych kolejkach itd. Żadnych znienawidzonych przeze mnie przedświątecznych atrakcji. Weszłam sobie kurturarnie na Amazon, zamówiłam co cza, przyjdzie za tydzień. No i taniej, jak w sklepie, bo bez podatku. Mamy fajne i rozwijające (bo nienawidzę kupowania dziaciakom kolejnej durnej, plastikowej zabawki, jakich mają setki; w dzieciństwie miałam a) misia z oberwanym uchem b) lalę Murzynkę - niemowlaka c) klocki d) układankę - to były wszystkie zabawki, jakimi dysponowałam; nie było internetu a w czarno-białej o zgrozo telewizji były dwa potwornie śnieżące kanały - i wcale nie uważam, że miałam gorzej, niż dzisiejsze dzieciaki zarzucone górą chińskiego chłamu) zabawki dla dzieciaków, małe przyjemności dla dorosłych i zero stania w kolejkach. Zaczynam też powoli bożonarodzeniowe zakupy spożywcze.
Kolejkom w tym roku mówimy stanowcze nie!
A wy macie już świąteczne prezenty czy zostawiacie na ostatnią chwilę? Przyznawać mi się tu!