czwartek, 13 stycznia 2011

Łolaboga

Właśnie sobie coś uświadomiłam. A właściwie uświadomiła mi to koleżanka w trakcie długiej pogadanki na skype. Koleżanka, z którą znamy się parę lat. Która pamięta mnie z zupełnie innych czasów i innego życia. Koleżanka, rozmowa z którą wstrząsnęła dzisiaj moim jestetstwem.

Co się ze mną stało?
Co się stało z tą niezależną kobietą, jaką byłam?
Kobietą, która sama na siebie zarabiała. 
Gdzie jest kobieta pracująca, ta która bez pracy nie wyobrażała sobie życia i pracę swoją uwielbiała? Która z radością brała każde zlecenie, nawet najmniejsze?
Kobietą, która nie wiedziała, jak się gotuje rosół i piecze piernik ale wiedziała, co dobrego serwuje każda restauracja w mieście, w jakich godzinach jest otwarta i była na ty z większością właścicieli, jako najczęściej stołujący się klient?
Co się stało z kobietą, która wszystkie rzeczy oddawała do prania i prasowania, bo nie miała czasu na duperele?
Gdzie jest kobieta, która wolne dni spędzała nad cynamonowym latte w ulubionej knajpce nad książką, plotkując ze znajomymi i imprezując do rana?
Gdzie kobieta, która potrafiła cały dzień spędzić w salonie kosmetycznym a sprzątała za nią miła pani, która nie bała się o swój świeżo położony lakier do paznokci (zawsze w klasycznym kolorze ciemnej wiśni, na paznokciach o długości idealnej - nie za długiej, żeby nie wyglądać na "tipsiarę", nie za krótkiej, żeby przypadkiem nie znalazł się mężczyzna, który by ich nie zauważył)?

Ta kobieta znikła!!!

Pojawiła się jakaś dziwna, nie znana nam bliżej istota.
Istota pozostająca na utrzymaniu M Ę Ż C Z Y Z N Y !!! 
Istota prasująca mu koszule. Że o praniu nie wspomnę.
Istota gotująca rosół!!!
Istota robiąca dziesięć odmian lazanii, pięć rodzajów gulaszu, siedemnaście zup, świąteczną pieczeń i tarkująca marchewkę!!!
Istota lepiąca pierogi i piekąca tort makowy!
Istota szukająca przepisu na idealny domowy chleb!
Istota, która cynamonowe latte zamieniła na zieloną herbatę!
Istota, która zamiast balować do rana w towarzystwie licznych drinków z palemką, skoro świt zrywa się z łóżka i biegnie na siłownię, bo to zdrowo (łomatko!!!!!!!!!!).

Ale to jeszcze nie najgorsze.
Najgorsze jest to, że jej się ta przemiana podoba!!!

Łomatko.
Powiedzcie, że też tak macie.
Proszę...

środa, 12 stycznia 2011

Cymbalistka

W poniedziałek zaczęłam pisać...

"Melduję, że w Szikagowie pogoda iście wiosenna - 0 stopni, słońce świeci jak głupie, ptaszki ćwierkają jak oszalałe. Wiosnę niestety poczuły nawet cymbały z dołu i wczoraj wyciągnęły grilla i razem ze swoimi krzykliwymi znajomymi zgrillowały pół bawołu, popijając cienkim amerykańskim piwem - jak zameldował nam Mr. T. My z Królem nie mieliśmy okazji obejrzeć inauguracji sezonu wiosennego w wykonaniu cymbałów, bowiem bawiliśmy na imprezie zwanej Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Nie wiem, jak u was, ale u nas było jakoś tak... nijako. Pamiętam fajne koncerty ze stolycy sprzed lat i byłam zawiedziona i występami (jeśli ktoś był na finale w Copernicus Centre - jak się wam podobał wokalista w pomarańczowym dresiku? wypas, no nie?:-) ). Gdyby nie nasze znajome chłopaki z zespołu Autofobia które jak zwykle dały czadu na scenie (znamy się dobrze ze wszystkimi, a u basisty bywamy na obiedzie! ha! celebryci z nas, znaczy, no nie? wyglądajcie naszych zdjęć na Lansiku i Pudelku!), uznalibyśmy popołudnie za zmarnowane."

... ale nie skończyłam. Za to skończyła się wiosenna pogoda a niebo nad Szikagowem  nocą z poniedziałku na wtorek solidnie sypnęło śniegiem. I tak skończyło się marzenie o wiośnie:-) Niestety, wiosenny klimat udzielił się nie tylko ptaszkom i cymbałom z dołu, udzielił się również niżej podpisanej, której wiosna tak w głowie zawróciła, że wyszła z domu w poniedziałkowe popołudnie bez szalika i należytego odzienia. A w rezultacie od wtorkowego poranka jest szczęśliwą posiadaczką migdałków jak piłeczki do golfa i anginy ropnej. Powinnam nick zmienić - z  Lotnica, na Cymbałowa. A może Cymbalistka? Czy muszę wspominać, że angina nie jest moją ulubioną chorobą i czuję się fatalnie?


A ponieważ czuję się jak wyżej i nie jestem w stanie zająć się niczym poważnym, zajmuję się rzeczami absolutnie niepoważnymi, czyli szperaniem w necie. Przeleciałam wszystkie pudelki, kozaczki, lansiki i poczułam się tak znudzona tym celebrowaniem celebrytów, z których połowy nie znam (na przykład kto to u licha jest Iwona Węgrowska? niestety, choć wszyscy o niej piszą, nikt nie wymienia profesji, jaką się zajmuje, za to wszyscy wiedzą o jej silikonowych cyckach i rybich usteczkach), że przerzuciłam się na strony ciut poważniejsze. I wyczytałam w faktach o naszym pięknym mieście Szikagowie, że ma ponad 7.000 restauracji i 552 parki a do tego pierwszy bank drive-in otwarto tu w 1946 roku. 
Ożesz w mordę jeża. To mnie powaliło. Uważam banki drive-in za genialny wynalazek - zamiast stać w kilometrowej kolejce w banku i kląć na czym świat stoi niewygodne jak diabli szpilki, które wprawdzie niebiańsko wyglądają, za to absolutnie nie nadają się do dłuższego stania, siedzi się wygodnie w aucie, słuchając ulubionej muzyki, podjeżdża do okienka, załatwia swoje i jedzie. Bez konieczności szukania parkingu dla samochodu, sprintu auto-bank w ulewie, która nadarzyła się właśnie wtedy, kiedy nie macie ze sobą parasola oraz wysłuchiwania namolnych współkolejkowiczków, którzy akurat wam postanowili zwierzyć się ze swoich wszystkich życiowych niepowodzeń, łącznie z opowiadaniem szczegółów ostatniej kolonoskopii (nie wiem, czy też tak macie, ale do mnie zawsze się przyklejają wszyscy, którzy mają ochotę sobie pogadać o chorobie babci i płukaniu żołądka). 
Ale to nie koniec. Tutaj również wynaleziono ulubioną zabawkę wszystkich niemal ludzi na całym świecie. Pilota do telewizora. 
Muszę to powiedzieć. Kocham to miasto:-))

P.S. Na zdjęciu na górze Chicago zimą. Zdjęcie znalezione w sieci.

piątek, 7 stycznia 2011

Rodaków kariera za oceanem

Rodacy robią karierę. I to nawet międzynarodową. Brytyjski dziennik "The Telegraph" sporządził ranking najbardziej kreatywnych przestępców minionego roku. Na pierwszym miejscu uplasował się Konrad Zdzierak, trzydziestoletni mieszkaniec Florydy, który dokonał czterech udanych napadów na bank, unię kredytową i dużą, sieciową aptekę w Cincinnati i okolicach.
Czym sobie nasz rodak zasłużył na pierwsze miejsce? Otóż wykazał się nieprzeciętną kreatywnością - zakupił w profesjonalnej firmie, zajmującej się wykonywaniem masek na potrzeby produkcji filmowych, maskę czarnoskórego mężczyzny. Założył kaptur, okulary i rękawiczki i w takim przebraniu dokonywał napadów. Maska była tak realistyczna, że policja była przekonana, że szuka czarnoskórego mężczyzny w średnim wieku. Co więcej, na policję zgłosiła się Afroamerykanka twierdząca, że mężczyzna z listu gończego... to jej syn:-)
I pewnie długo jeszcze uprawiałby swój proceder, gdyby nie jego dziewczyna, która zakapowała go policji. Teraz grozi mu 120 lat więzienia. Szkoda, że swojej pomysłowości nie spożytkował w bardziej legalny sposób, zarabiając miliony:-)


Jednak Zdzierak nie jest jedynym przestępcą, używającym maski, bowiem na drugim miejscu rankingu "The Telegraph" uplasował się młody Azjata, który w masce starszego, białego mężczyzny dostał się bez przeszkód na pokład samolotu, lecącego z Hong Kongu do Vancouver. Maskę ściągnął dopiero w połowie lotu:-)

Trzecie miejsce na najbardziej pomysłowego bandytę zostało przyznane przestępcy, który napadł na bank na Long Island w pełnym przebraniu... Lorda Vadera. Pracownicy i klienci banku na początku byli przekonani, że to dowcip, jeden z nich zaczął nawet żartować z bandytą. Żarty jednak się skończyły, kiedy ten wyciągnął półautomatyczny pistolet i zażądał gotówki:-)

I chociaż na pewno nasz rodak wykazał się największą pomysłowością, to mnie osobiście najbardziej podoba się numer trzy - nie dość, że umie szybko zarobić pieniądze, to jeszcze ma poczucie humoru - stuprocentowy mężczyzna, no nie?:-))))